Jest Robert Fripp, Fennesz, Tim Hecker, Christopher Willits, Taylor Deupree i wielu, wielu innych. Mamy też artystów, których określają mianem polskich Fenneszy, ale są także jak dla mnie artyści bardziej oryginalni, którzy odkrywają gitarę na nowo, jak na przykład Łukasz Ciszak. Sam też lubię zagrać na gitarze i przemielić efekty przez elektronikę. Pojawia się pytanie, czy to jest jeszcze muzyka gitarowa, czy już elektroniczna. Jak odbieracie ten fenomen?

Moja fascynacja gitarą rozpoczęła się w liceum, gdy zacząłem słuchać metalowych bandów, jak Metallica, Megadeth, potem Soundgarden, Alice in Chains czy Korn. Uwielbiałem też wirtuozów takich jak Marty Friedman, Joe Satriani i Steve Vai (dla mnie chyba najlepszy). Od jakiegoś roku ponownie bardzo lubię słuchać właśnie Vai’a. Ostatnio zostałem nawet posiadaczem winylu z “Passion & Warfare”! Czasem lubię posiedzieć i poćwiczyć na gitarze. Sam nie wiem, czy to co potem gram ma znamiona oryginalności, czy jest tylko wypadkową moich fascynacji zmieloną przez ulubione narzędzia elektroniczne. Czy dla Was gitara też stanowi ważny element, bez którego muzyka, szczególnie ta najnowsza, blednie?

Dla porównania jeszcze na koniec: (ja uwielbiam obu artystów – a WY?)

Steve Vai – “All About Eve” – Live

Christopher Willits – Live in Oita Japan

i jeszcze na osłodę (kto wg Was lepszy?)
Guitar battle: Steve Vai vs Dweezil Zappa

Guitar battle: Steve Vai vs Dweezil Zapp