Czy na prawdę potrzebujemy być pod ciągłą inwigilacją? Dzisiaj mówi się, że jak nie jesteś na facebooku, to nie istniejesz. Czy na prawdę musimy zaistnieć na tym portalu społecznościowym aby ktokolwiek nas zauważył? Mamy tam setki przyjaciół. Ale czy to na prawdę są nasi prawdziwi przyjaciele? Kogo z nich obchodzi, że idziemy do ubikacji, albo zjedliśmy kotleta. Ludzie updatują profile non-stop. Komórki, które pozwalają na update profilu są dzisiaj na porządku dziennym. Młodzi ludzie potrafią updatować i “lajkować” siedząc na lekcjach. Po powrocie do domu siadają przed komputerem i bezmyślnie klikają, wpatrując się w swój profil lub profile swoich “przyjaciół”. A jeśli coś przegapią, to wypadają z obiegu, bo już nie wiedzą o czym się dyskutuje kolejnego dnia w szkole.

Podobno w USA ogromny procent małżeństw rozpadło się ostatnio przez facebooka. Ludzie są zwalniani z pracy, bo opisali swojego szefa. Banki potrafią inwigilować klientów na facebooku i naszej-klasie, sprawdzając, czy będzie ich stać na spłacanie kredytów.

Kiedy to się stało? A pamiętam jak to było fajnie te prawie 20 lat temu, kiedy nikt nie miał netu, nie było komórek a i tak udawało nam się spotykać, siadywać w knajpach, integrować się i dobrze bawić, i to wszystko bez “lajkowania na fejsie”. Czy uda nam się jeszcze kiedykolwiek wrócić do tych czasów? Czy dostaniemy jeszcze prawdziwy list, który przyniesie nam listonosz, a nie tylko “koment, czy lajk na fejsie”? Jak sądzicie?

(A może zrobimy taki projekt i napiszemy do siebie listy, takie zwykłe, na papierze… to byłoby coś niecodziennego!)