Mam wrażenie, że ten rok przyniósł sporą ilość dobrych płyt, szczególnie z zakresu moich zainteresowań muzycznych. Szkoda tylko, że Fennesz nie nagrał pełnowymiaowego albumu – no ale nie marudźmy za bardzo.

1. Taylor Deupree + Marcus FischerIn A Place Of Such Graceful Shapes
To jest płyta, której słuchałem najczęściej w tym roku. Szczególnie ulubiłem ją sobie podczas popołudniowych drzemek, które od czasu do czasu udało mi się złapać. Wtedy słuchawy na uszy i wyprawa w świat tych przepięknych dźwięków.

2. Jacaszek – Glimmer
Nie spodziewałem się, że ten album wyląduje w zestawieniu tak wysoko. Na prawdę bardzo dobra pozycja, na dodatek nagrana przez naszego rodaka dla świetnego labelu Ghostly. Nic tylko cieszyć się, że taka muza powstała.

3. Sohrab – A Hidden Place
Właśnie wróciłem do tego krążka. Mam go tylko na winylu i potrzebuję spokoju aby go słuchać, który to spokój można uzyskać właśnie w te świąteczne wieczory. Trochę momentami przypomina Biosphere sprzed kilku lat, ale to bardzo dobrze, bo Geir dawno nie nagrał niczego w tym stylu, a tu proszę bardzo.

4. Tim Hecker – Ravedeath, 1972
Fajny poszum, szczególnie fajny z czarnej płyty. Do tej pory słuchałem tej płyty tylko w takiej wersji i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba, choć trochę denerwuje mnie konieczność częstego przekładania krążków. Muszę poszukać tej płyty w wersji mp3 i cieszyć się nią częściej.

5. Brian Eno – Drums Between The Bells
W końcu mistrz nagrał świetny album. Na mojej wersji winylowej, czyli pełnej wersji, są utwory wraz z wokalami i wokalizami, ale na szczęście gdy kupowałem płytę była taka opcja, że dostałem w pakiecie mp3 bez partii wokalnych. Właśnie te “czyste” numery towarzyszyły mi podczas wakacyjnych podróży. Bardzo mi się ta opcja spodobała. Polecam miłośnikom i poszukiwaczom ambientowym, ale i nie tylko!

Advertisements