Wybraliśmy się z Anią do najbliższego centrum handlowego. W sumie nie po to by coś kupować, tylko zobaczyć co i jak, może napić się kawy. Uderzyło nas to, że w sklepach pobocznych w sumie nie zauważyliśmy jakiegoś ogromnego tłoku mimo obniżek po 40%, 50%, czasem więcej. Chyba ludzie czekają na jeszcze większe rabaty, które pewnie pojawią się w styczniu 2012. Oczywiście żona, która ma dobre oko zauważyła, że niektóre towary są w dokładnie tych samych cenach co przed przeceną, z tym, że podobno poprzednia cena była wyższa – a to dokładnie ta sama cena, co na rabacie. Klasyczny sposób na zwabienie klienta. Za to dość spory tłum odnotowaliśmy przy kasach hali głównej. Też przeszliśmy się po owej hali. Oboje odnieśliśmy wrażenie, że towary o obniżonych cenach to jakiś chłam wyciągnięty na tą okazję z magazynów. Nic ciekawego. Tak nam to wszystko obrzydło, że darowaliśmy sobie kawę i wróciliśmy do domu. A w sumie najfajniejsze tego wieczora było to, że po powrocie padał na prawdę gęsty śnieg – coś czego zabrakło w czasie świąt.